31 lipca 2013

… z przebojami do przodu …

Bo cóż to za życie jak nie ma kilku kłód pod nogami. Tak, tak piję do swojego olbrzyma którego musiałam zaczynać raz jeszcze. O przygodzie pisałam tutaj. Wyszywanie na nowej tkaninie idzie trochę wolniej bo przecież jest drobniejsza. Nie za bardzo orientuję się w którym miejscu obrazka jestem ale tak pi razy oko mniej więcej tu:


Próbuję i uczę się techniki parkowania, na podstawie filmików zamieszczonych gdzieś tam przez Joasię. No nie powiem ma to swoje plusy, bo zostawianie nitki tak gdzie powinien się zacząć następny krzyżyk o tym kolorze jest sprawniejsze niż zakańczanie jej. Niemniej jednak niezbyt przypadały mi do gustu wszechobecne nitki. Ale też zauważyłam, że jeśli odpowiednio poruszam się po schemacie to mogę w miarę unikać nitkowej egzystencji na hafcie. Tym razem staram się wyszywać dziesiątkami (a raczej setkami bo kwadrat ma 10x10 krzyżyków) oczywiście nie trzymając się tej zasady bardzo ściśle. I co mogę powiedzieć – stanowczo ten system wyszywania porządkuje pracę, łatwo mi odznaczyć na schemacie to co już zostało wyszyte, żeby nie pogubić się na zasadzie „a gdzie ja teraz jestem”.


Obecnie jestem u siostry i to że codziennie muszę rozkładać swój majdan wyszywankowy trochę zniechęca mnie to krzyżyków ale, ale jestem dzielna i nie poddaję się starając się postawić kilka krzyżyków dziennie :) Już mi się tęskni żeby coś konkretnego się ukazało, no ale na to trzeba jeszcze będzie chwilę poczekać.


M.

30 czerwca 2013

... wygrane ...

Ostatnie tygodnie oprócz tego, że były bardzo dla mnie ciężkie, bo czasami bywało tak że w połowie schodów do mojej pracowni miałam ochotę usiąść i ryczeń z niemocy i braku sił na cokolwiek. Ale były to też tygodnie, kiedy zdarzyły się magiczne dla mnie rzeczy. Aż nie wiem od czego zacząć :)

Może od tego co dało mi największą radość, ponieważ najpierw ściągnęło ze mnie potężny, niezrozumiały dla mnie stres i nieopnowane zachowania mojego ciała w obliczu stresu, które mnie przerażały. Zdałam wreszcie prawo jazdy. I moja radość z tego powodu jest wielka!!!


Pamiętacie dawno dawno temu w okolicach września pisałam o mereżce do konkursowej sukni Modrzejewskiej.


Otóż chcę się Wam pochwalić i wyrazić moją wielką dumę - Paweł zajął drugie miejsce w konkursie na rekonstrukcję sukni Heleny Modrzejewskiej. Więcej informacji znajdziecie u Pawła na fejsie tutaj. Tu oczywiście pokażę również fotki wykonane, na gali rozdania nagród w Pałacu Wilanowskim, na wystawę do obejrzenia na miejscu w Wilanowie serdecznie zapraszam - bo warto zobaczyć na żywo.






Warto zwrócić uwagę, że cały rekonstruowany strój składał się z kilku części z bielizny, która w tamtym okresie była dosyć obszerna - pantalony, koszulka oraz gorset (to wszystko Paweł też musiał uszyć), oraz sama sukienka, a dokładnie garsonka (chyba) bo składająca się z góry z kołnierzem i pelerynką wykonaną techniką koronki klockowej oraz spódnica, która na dole ma kilkanaście metrów taśmy mereżkowej (taśma ta oczywiście w górze stroju w wielu miejscach również jest zastosowana). Niesamowita rzecz!!

Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie organizowanym przez sklep makatka.pl na pracę patchworkową. A dowiedziałam się o nim z bloga Agnieszki. Szczerze powiedziawszy nie liczyłam na wiele, bo jakoś samoocena się gdzieś chyba zapodziała, ale kiedy dowiedziałam się że moja narzuta zajęła pierwsze miejsce podbudowałam się megastycznie (tak tak wiem że nie ma takiego słowa). Mowa tu o narzucie, którą pokazywałam tutaj. W momencie dotarcia do mnie informacji o wygranej nawet nie pamiętałam jakie są nagrody (bo zupełnie nie nastawiałam się na nie trlalalala). Ale w ciągu tygodnia przyszło ogromne pudło


w którym były takie oto cuda







Mam już kilka planów zwłaszcza na ten duży zestaw materiałów - powstanie z nich narzuta dla mojej kochanej Sylwusi - siostry. Druga na razie się nie upomina uf uf (jak znam życie do momentu kiedy to przeczyta :))

I na koniec zaskoczenie bo napisała do mnie redakcja lubimyczytac.pl z propozycją przysłania mi przez wydawnictwo Znak, trzeciej części trylogii Anny Ficner - Ogonowskiej "Zgoda na szczęście". O pierwszej części pisałam tutaj (dzisiaj linkowy post :)). Czytam zawzięcie i mam banana na twarzy, że takie rzeczy przychodzą do mnie, bez proszenia zakładania specjalnych recenzenckich blogów.

tak wygląda książka wysyłana przed sprzedażą


Zaczynam wakacje (dosyć długie) więc jednym z moich pierwszych urlopowych postanowień jest ... tak, tak pisanie regularnie bloga, bo pomysłów na posty bardzo dużo.

Cieszę się że jesteście.
M.

28 czerwca 2013

... Bloglovin uwaga ...

Ważna rzecz o której nie wiedziałam wcześniej - a mianowicie korzystając z bloglovina a dokładnie przechodzić z niego do kolejnych blogów na liście trzeba zrobić następującą rzecz aby nasze komentarze znalazły się na BLOGERZE a nie na bloglovinie:

  

Należy skasować krzyżykiem po prawej stronie pasek bloglovinu (czyli jakby nakładkę), aby komentarze zostawały na blogu a nie gdzieś indziej. Przynajmniej mi na tym bardzo zależy, żeby słowa od Was do mnie szły na bloga a nie gdzieś w eter.

Dzięki Joli jeszcze jeden sposób na zupełne zlikwidowanie tej ramki:
Na swoim koncie Bloglovina: Settings -> na samym dole pod 'Other' zmieniamy opcję za The Bloglovin' frame na: "I don't want the frame" -> Save settings

Mam nadzieję że pomogłam :)

M.

27 czerwca 2013

... zabierają nam ...

Być może już wiecie - ale przypomnieć nie zaszkodzi. Od pierwszego lipca nie będzie działała usługa na blogerze dotycząca obserwowania blogów, a tym samym będąc w panelu sterowania nie będzie nam się wyświetlała lista nowych postów z naszych ulubionych blogów. Oczywiście jak każda taka zmiana są plusy dodatnie i plusy ujemne takiej sytuacji. 
Plusy ujemne to to, że trzeba będzie się uczyć korzystać z czegoś innego.
Plusy dodatnie to to, że będzie można wreszcie obserwować więcej niż 300 blogów i nie kombinować jak zrobić, żeby jednak tych obserwowanych było więcej :)

Ja testuję właśnie dwa zastępcze cosie:
BLOGLOVIN http://www.bloglovin.com/, który na razie bardziej mi podchodzi, rejestracja i importowanie obserwowanych blogów ze swojego czytnika obecnego (który ma zniknąć 1 lipca) jest bardzo prosta i intuicyjna.
FEEDLY http://cloud.feedly.com/#latest też dosyć szybko można sobie założyć tam konto i ściągnąć obserwowane z czytnika.

Jeśli będziecie mieli takie, życzenie możecie za subskrybować mój blog poprzez przyciśnięcie tego dużego błękitno - białego przycisku po prawej stronie na górze.

p.s. już niedługo wracam do regularności :)


M.

12 czerwca 2013

... właściwie nie wiem ...

Właściwie nie wiem jak się czuję z tym o czym Wam zaraz napiszę ... może pod koniec wpisu mi wyjdzie.
Otóż jak już wiecie że porwałam się za mega obraz w moim świecie nazywany "Marzeniem", po 25 godzinach wyszywania i postawieniu kilku tysięcy krzyżyków zaczęłam mieć wątpliwości. Dotyczyły one tego, że na 20ct aidzie wyszywałam jedną nitką i czy aby jak dojdę do ciemniejszych obszarów nie będzie badziewnych prześwitów. 


Pierwsze takie wątpliwości zignorowałam i wyszywałam dalej. Ale jak nie wyszywam to czasem zaglądam na grupy miłośników HEADów i tam zaobserwowałam że dziewczyny na tej wielkości aidy wyszywają dwoma nitkamia ... aaaaa zaczęło mi uwierać coraz bardziej. Pewnie pojawia się teraz pytanie - "ale co nie sprawdziła tego wcześniej" - oczywiście, że sprawdziłam używając bordowej nitki - więc dosyć ciemną, nie mam pojęcia czy jednak to był za jasny kolor czy moja wielka chęć już zaraz rozpoczęcia wyszywania przysłoniła mi obiektywny ogląd sytuacji - nie mam pojęcia. W każdym razie postanowiłam wziąć najciemniejsza nitkę w zestawie i spróbować raz jeszcze no i cóż wyszło jak widać - jedna nitka przy ciemnym kolorze, którego sporo jest we wzorze, nie jest wystarczająca do pokrycia. Wyżej są też krzyżyki dwoma nitkami - żeby zobaczyć różnicę.


Tak że nadeszła decyzja co robię dalej, jak pewnie możecie sobie wyobrazić, ogarnęła mnie rozpacz na samą myśl o tym że miałabym wypruć to co wyszyłam. Od razu miałam wizję rzucenia obrazka w kąt i omijania go szerokim łukiem. Postanowiłam jednak zadbać o swoją psyche oraz o dobre nastawienie do obrazka i zmieniłam materiał. Doszłam do wniosku, że zacznę jeszcze raz wyszywać tym razem na luganie 25ct, na której stanowczo i po kilku testach można wyszywać jedną nitką. Tamten zaczęty materiał postanowiłam pierwotnie wykorzystać do ciut mniejszego obrazka, tak żeby to co już zapełnione odciąć po prostu.
I tak oto jak w Dniu świstaka, znowu zabrałam się za wyliczenie materiału, przygotowanie go, pokratkowanie tu i ówdzie i zabrałam się dzisiaj do wyszywania. Żeby nie był zgrzytów zaczęłam w innym miejscu niż poprzednio i cóż wyszywanie na luganie to czyta przyjemność, mimo iż krzyżyki są mniejsze to pięknie się układają, a sam materiał nie jest tak pieruńsko sztywny jak aida. I przypuszczam, że już do niej nie wrócę, nie ma sensu marnować sobie takiego komfortu pracy jaki jest z luganą.


I teraz wróćmy do postawionego na początku pytania - jak mi z tym wszystkim jest? O dziwo jakoś szczególnie zła nie byłam, a teraz nawet uważam że świetnie się stało że to tylko 25h i tylko kawalątek wyszytego obrazka poszło no straty. A za to odkryłam, ponownie - bo to przecież nie pierwszy raz - że materiał na którym się pracuje bardzo ale to bardzo wpływa na jakość tej pracy.
Reasumując resetujemy to co było i zaczynam Marzenie od nowa :) Trzymajcie kciuki i bądźcie ze mną proszę :)

M.

30 maja 2013

... nielada wyzwanie ...

Jakiś czas temu pytałam Was, który obrazek do wyszywania wybralibyście na moim miejscu. Tak jak podejrzewałam zdania były różne, bo i każdy z moich czytelników inny jest (odkrycie godne oklasków sic!). Rozważając wszystkie za i przeciw, za wyborem tego właśnie obrazka zaważyły dwa fakty: znalezienie idealnego miejsca w domu na powieszenie go po latach wyszywania hihi, po drugie może najważniejsze tyle się dzieje w tym obrazku, że ciężko będzie się z nim nudzić - a ja nudy nie trawię i zwalczam w przedbiegach.


Także postanowione - wyszywam obrazek Tarot town autorstwa Ciro Marchetti z firmy HEAD. Wzór liczy sobie 98 stron (bo zdecydowałyśmy się z Agą kupując go kupić większą wersję, dzięki czemu nie musiałam dodatkowo powiększać fragmentów schematu). Samo przygotowanie schematu, odpowiednie jego oznaczenie i wybranie potrzebnych mulinek zajęło jakieś 4 godziny.
Przy okazji (tego nie liczę do wymienionego czasu) zrobiłam porządny spis swoich mulinek, w ekselu z opisem gdzie ile i tak dalej. Ja nie wiem dlaczego po tylu latach wyszywania dopiero na to wpadłam - takie zarchiwizowanie nitek jest świetne i jak szybko znachodzi się tę, którą się właśnie potrzebuje ...


Wspomniałam wyżej o oznaczeniu kartek schematów. Tak koło 95 kartek samego schematu to nie lada wyzwanie w ogarnięciu tego wszystkiego, tym bardziej, że nie zamierzałam zacząć z któregoś rogu i lecieć po kolei. Celowałam od razu w środek, żeby trochę z kolorami poszaleć od razu.


Musiałam więc odpowiednio oznaczyć poszczególne strony schematu i żeby było łatwiej się z nim potem odnaleźć włożyłam do teczki z przegródkami.


Jeśli chodzi o tkaninę, na której wyszywam to Aida 20 z pomalowaną od razu kratką co 10 krzyżyków. Niestety tkanina była tak sztywna że nie dało się jej używać. Musiałam wypłukać trochę ten piiiiii krochmal z niej, co niestety spowodowało rozbielenie wyżej wymienionych kratek. Ale mniej więcej widać, pomagam sobie mazakami spieralnymi czy ołówkiem. Wyszywam jedną nitką i jest to niesamowita wygoda.


Jak widać obrazek będzie miał pokaźne rozmiary - około 70/90, doliczając do tego zapasy materiału to daje sporych rozmiarów płachtę, która (już to wiem) będzie się bardzo brudzić (czy u Was też drewniany tamborek tak brudzi?)
No i przejdźmy do ad remu, jak zwykła mówić jedna z moich ulubionych pisarek, samo krzyżykowanie zajęło mi do tej pory 12 godzin. Eksperymentuje z różnymi metodami podejścia do ogarnięcia wzoru, co widać po wyszytych płaszczyznach, najpierw zajęłam się jednym obiektem, potem zaczęłam próbować wyszywać kratkami 10 na 10 krzyżyków ... nie jestem jeszcze do końca przekonana jak będę dalej pracować :)


A jak Wy wyszywacie takie duże obrazki??

p.s. Dziewczyny na grupach HEADowych wyszywają kilka obrazków naraz żeby nie było nudnawo, a że ja nudę w przedbiegach pacyfikuję to już mam wydrukowany ten wzór. Na razie jedynie wydrukowany.



M.

... nie zawsze ...

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o pewnej książce. "Bezdomna" Katarzyny Michalak to książka, na którą czekaliśmy od dawna (my: znaczy czytelnicy Kasinych książek jak i sama autorka).
Jest to książka szczególna, ponieważ czytałam ją z czystą przyjemnością, jednak przyjemność ta nie wynikała z iście rozrywkowych treści. Przyjemność szła w parze z poczuciem, że książki takie jak "Bezdomna" powinny znacznie częściej gościć na naszych półkach i w naszych rękach, ponieważ poruszają tematy niezmiernie ważne. A mimo, iż ważne to rzadko poruszane w książkach, prasie, mediach.
Książka traktuje przede wszystkim o wielkiej samotności kobiety, która w momencie kiedy bardzo potrzebuje pomocy otoczenia zostaje sama ze sobą, tym co się dzieje w jej głowie i wszystkim następstwami, które się z nią i wokół niej zdarzają. I nie mówię tu o bezdomności, na co mógłby wskazywać tytuł, bezdomności tej w dosłownym znaczeniu tego słowa. Mam wrażenie, że autorka przede wszystkim chciała pokazać, iż kobieta pod wpływem różnych spotykających ją w życiu sytuacji, może być bezdomna wśród ludzi - być sama, bez opiekuńczych ludzi wokół, bez domu w którym czuje się bezpieczna ...
Lektura spowodowała we mnie ponownie bunt na naszą polską służbę zdrowia, ignoranctwo i brak zainteresowania w momencie kiedy człowiek, różnymi, czasami jedynymi możliwymi dla siebie sposobami, woła o pomoc. Jak tak myślę sobie o tej książce, to dochodzi do mnie że tytułowa bezdomność jest lajcikiem w porównaniu do tego, przez co przechodziła bohaterka książki. Poza tym autorka, moim zdaniem, bardzo dobrze obrazuje nasze polskie przywary i sposoby zachowań, walcząc w ten sposób ze stereotypizacją różnych ludzkich zachowań, obłudą w nawiązywaniu relacji, zachowaniami "co sobie ludzie pomyślą" i wiele innych.
Książkę zaliczam do tych niezbędnych do przeczytania, choć mało rozrywkową. POLECAM. Jestem ciekawa Waszych opinii na jej temat.
M. 
Za książkę do przedpremierowej recenzji wygraną w konkursie 'Top20 Czytelniczek' 
dziękuję Wydawcy: ZNAK Literanova.

25 maja 2013

... letnia tęcza ...


Tajemnicą nie jest że opanowała mnie nieuleczalna choroba koralikomanią zwana. Niestety ostatnio na nic ambitniejszego nie miałam siły i czasu więc postanowiłam jakoś sprytnie wybrnąć z sytuacji i zaplanowałam sobie stworzenie kolekcji kilkunastu cienkich bransoletek w różnych - tęczowych oczywiście - kolorach tak, aby można było je miksować do woli.


Żeby nawlekanie nie było czasochłonne (bo tego brak) postanowiłam że będą to jednokolorowe bransoletki przekładane przez nadgarstek bez zapięć. Bo zapięć jakoś nie lubię, bo jakoś mi przeszkadzają w użytkowaniu.
Żeby nie bawić się zbytnio z zszywaniem ich (bo wiecie czas i chęci brak) każda bransoletka ma mini obrączkę wyplecioną peyotem i przyszytą tak żeby maskowała zszycie.


Na ostatnim koralikowym spotkaniu zauroczyła mnie piękna kombinacja matowego złota z czernią. Postanowiłam też mieć taką koniecznie, narysowałam więc sobie wzór i wyplotłam i mam :) muszę tylko jeszcze wypejotować maskowanie.



Tu jeszcze wariacje na temat fotografowania koralików.



A na koniec chciałam pochwalić swojego meżusia, który skończył połówkę naszych wielgachnych puzzli - 4500 sztuk a dokładnie 4495 bo pięć kawałków zaginęło w akcji tworzenia przez te prawie trzy lata. Obecnie rozpoczął batalię z kolejną połówką ... dobrze że zazwyczaj są tylko dwie :)


Podjęłam już decyzję odnośnie krzyżyków. Następny wpis będzie o tym :)
M.

10 maja 2013

... czy Wy też tak macie? ...

Czy Wy tez tak macie, zwłaszcza na polu robótkowym, że jak coś wpadnie w oko to juz teraz ani minuty dłużej nie mogę czekać. A jak nie daj boszeee nie ma materiałów odpowiednich (tak jak u mnie obecnie) to jest bieda. Czuję się jak małe dziecko, któremu nie dano lizaka ... i zastanawiam się kiedy już przyjdzie materiał i będę mogła zacząć wyszywać, bo dzisiaj o obrazkach krzyżykowych mowa. 
Zaczęło się niewinnie kilka dni temu u Joasi natknęłam się na postępy nad piękną pracą, zasubskrybowałam niezwłocznie koleżankę blogową żeby podziwiać postępy. Dzisiaj ta sama zamieściła wish listę następnych haftów, Yenn dodała komentarz - ja zachwycona że to samo co Adze podoba się mi, od słówka do słówka i kupiłyśmy wzór który nam się obu podobał. Przy okazji zerknęłam tu i tam - przede wszystkim do katalogu na swoim twardzielu z HEAD i co i mam problem. Są trzy wzory, które już muszę bo się uduszę wyszyć, a przecież 3 gigantów nie da się naraz haftować. Zobaczcie same jaki mam trudny wybór:




No i co ja mam wybrać na pierwszy duży obraz po długiej przerwie??

A tymczasem wracam do bransoletek koralikowo - szydelkowych, o których wpis niebawem

Dziękuję za odwiedziny :)

M.

7 maja 2013

... zatrzymane ...

Jola kopnęła mnie wirtualnie w dupę więc się zebrałam w sobie i uporządkowałam te 1000 zdjęć które na komórce się nazbierały a przy okazji chciałam Wam pokazać zatrzymane w obiektywie chwile. A i ku pamięci żeby zostało.

To coś na "z" co bardzo się zadomowiło w naszym kraju do końca kwietnia dało ostro w kość i mi ale dały też możliwość zrobienia kilku fajnych fotek. 
Na parapecie kwitło czerwono a za oknem pod koniec marca biała białość.


Internet inspiruje ciągle, dałam się zainspirować zdjęciami makro płatków śniegu. Ja naiwna próbowałam zrobić takie zdjęcia zwykłą komórką, czekając białą wiosną na jakiś autobus, na przystanku. I udało się juhuuu:


Był taki dzień, kiedy było mi trochę źle, nie pamiętam dlaczego tak się działo, pamiętam tylko emocje, było mi ciężko i źle i gorąco i w ogóle do niczego. postanowiłam się ochłodzić:

Było rześko i uhu piekło w nóżki oj piekło.

Obiecuję to już koniec białości tej wiosny :)
Bo jak przychodzi wiosna to za oknem mam piękną kolorystykę. Uwielbiam ten moment kiedy słońce zaczyna zachodzić



Zanim cały śnieg zdążył stopnieć my już dzielnie zaklinaliśmy inne klimaty


Pierwsze roślinki w tym roku



Odwrotna biedronka zagościła na parapecie w mojej pracy, Darek siedzący na pierwszej ławce dzielnie odgradzał jej drogę, żeby pani prof. (czyt. ja) mogła ją sfocić :)


W ostatnim czasie sporo godzin spędziłam w pociągach. Powroty nie zawsze były fajne, bo trzeba się było mierzyć z pewnymi małymi niepowodzeniami ulubionych uczniów. Niemniej jednak podróże do stolycy zawsze przynosiły i coś dobrego. Dorwałam książkę pana Jacka Walkiewicza. Jest to człowiek, w którego filozofii życia zakochałam się po obejrzeniu tego filmiku i poczułam silną potrzebę przeczytania Jego książki - więc mam i na pewno podzielę się tu kiedyś emocjami związanymi z jej lekturą.


Ostatnia podróż pozwoliła mi również doświadczyć pięknych widoków za oknem. Trafiłam akurat na zachód słońca nad zalanymi polami gdzieś między Warszawą a Białymstokiem. Zobaczcie jak pięknie było


Kobieta zmienną jest na obiad - na obiad je coś super zdrowego a na kolację zachciewa tortu ...


a potem trzeba z Ewką się pocić - zasadniczo już po rozgrzewce mam dosyć, a żeby nie mieć zakwasów (o matko jak to boli) trzeba się wymoczyć w wannie przy dobrej lekturze oczywiście


Jak wiadomo ja mam pewnego hopla na punkcie kolorowości i barw tęczy, na szczęście nie trzeba tego leczyć bo nie jest groźne ani dla mnie ani dla najbliższego otoczenia (ufff bo lekarzy i leczenia mam dosyć). Ale wracając do kolorów można je mieć przy sobie w różnych aspektach życia:
lakier - który pięknie się mieni w sztucznym świetle (szkoda że w dziennym tak nie wygląd bo mogę się nim zachwycać jedynie wieczorem)


Przewijając drugi motek mojej parisowej nitki były piękne widoki


Czy zdarza się Wam, że patrzycie na coś i macie nieodpartą potrzebę uwiecznienia tego kadru na zdjęciu? Ja mam tak często i tak było z płynem do mycia twarzy, który przy przelewaniu do innego opakowania pięknie się bąblił


A to zdjęcie wyszło przypadkiem, a właściwie to jest nieudane zdjęcie pięknej pełni księżyca (strzałka pokazuje co oglądacz powinien uważać za księżyc ;)). Zdjęcie przez brudną szybę z fleszem (omg) dało całkiem ciekawy efekt


A na koniec pewna urocza słodkość, którą dostałam od równie uroczej uczennicy w podziękowaniu za inspiracje. Dorota jest mistrzynią wypieków wszelakich i jest bardzo wartościową młodą kobietą - to właśnie jest jedna z zalet bycia nauczycielem - spotykanie fajnych ludzi!


To są francuskie ciasteczka na których jest czekolada i świeża truskawka - to było orgia pyszności (a raczej orgietka bo było ich kurcze mało hihi.


... nadal mam postanowienie powrócenia do regularności wpisów tutaj ...




M.