
Moje ulubione ostatnio zdjęcie made by Naila – uwielbiam maki.
Czy Wam też czas tak szybko leci … normalnie u mnie napiernika jak szalony. Efektem czego relacja z ubiegłego weekendu jest późnym czwartkiem – masakra jakaś. No ale ważne, że w końcu się zebrałam.
Weekend spędziłam z trzema super laskami w głuszy - jezioro, las i burza w dolby surround przez większość czasu (był z nami pewien przedstawiciel płci brzydkiej, ale że nie jest robótkowy nie poświęcę mu więcej czasu ;) ). W czasie weekendu udało nam się i połazić po lesie, i pokrytykować bezguście budownicze bogaczy, i popływać wcześniej połaziwszy po błocie, ale przede wszystkim poprzebywać w swoim towarzystwie i porobótkować.



Co jeszcze się u mnie dzieje poza chronicznym brakiem czasu – maniacko zbieram kawałki materiałów (większe i mniejsze) na patchworki. I kurde tak jak kiedyś wspomniała Krzysia w ciuchlandach nie ma czerwonych rzeczy zbyt wiele (nadających się oczywiście na patchwork), ale są inne :) nadające się na sześciokąty czy inne jeszcze niesprecyzowane plany szyciowe. I tak oto tym sposobem w ubiegłym tygodniu kupiłam górę ciuchów - dziecięce sukienusie zrobione są z przecudnych materiałów, których wcale po pocięciu nie wychodzi mało. Po ich upraniu przyszedł czas na prasowanie – w ciągu trzech dni przestałam przy desce do prasowania ponad 8 godzin – oj moje nogi i mój nadgarstek bardzo cierpiały oj bardzo, ale za to wyszedł pokaźny stosik materiałów za które w sklepie musiałabym zapłacić pewnie 5 razy więcej niż zapłaciłam w ciuchlandzie (nawet mimo to iż kupowałam w dniu dostawy więc niestety najdrożej).
Bardzo powoli jednak próbuję się hamować przed kupowaniem szmatek, bo o ile zakupoholizm nitek nie jest tak przestrzeniochłonny, o tyle materiałów nie mam za bardzo gdzie trzymać w moim niewielkim mieszkaniu. Także po przerwie obróbkowej powinnam znowu wrócić do maszyny, i mam niejasne wrażenie, że muszę się porządnie zabrać w końcu za cięcie kawałków narzutowych i zszywanie ich bo coś mi się wydaje, że od samego myślenia narzuta się nie zmaterializuje – czy może się mylę ;>.

Tak, tak jak to mówią mądrzy ludzie – im więcej człowiek ma zajęć tym lepiej potrafi się zorganizować – to ja postanowiłam iść tym tropem i tadam zaczynam Novą – czyli wzór needlpointowy, w którym się zakochałam na samym początku zetknięcia się z nim w sieci (a dokładnie zetknęłam się wtedy z okładką jedynie).
Jest to dosyć duży projekt, który licząc sam wzór do wyszycia ma około 40 na 50 cm, potrzebnych jest do niego mniej więcej 111 mulinek. I pierwszy w życiu, po nabiciu monokanwy na ramę pomyślałam, że może jednak warto byłoby zmolestować jakiegoś stolarza żeby stworzył stojak taką ramkę trzymający … zobaczymy na ile podatny będzie stolarz (zaprzyjaźniony). Tym razem zamiast papierowej taśmy, która okazała się chyba przeterminowana i za mocno klejąca z obu stron, obszyłam kanwę cieniowaną lamówką (akurat zamówiłam sobie taką niedawno, a że trzeba było dużo jej zamówić więc nie szkoda mi jej było). Wprawdzie maszyna trochę świrowała obierając sobie w czasie szycia dowolną i zmienną długość ściegu, to i tak udało się. Zobaczymy jeszcze jaka będzie trwałość takiego sposobu, bo lamówka jest ze sztucznego materiału i może pod wpływem naprężeń przy wyszywaniu „uciekać” spod ściegu i zszywacza (mimo iż tam i ścieg prosty i zygzakowy zastosowałam na wszelki wypadek). Tak więc dzisiaj jeszcze spróbuję postawić pierwsze ściegi tralalala.
M.

udany weekend:) ale tego prasowania to nie zazdroszczę- nie lubię prasować... choć jak się pomyśli o tych szmatkach ;) owocnego szycia :)
OdpowiedzUsuńBardzo Wam zazdroszczę możliwości pobycia razem :))) miło zobaczyć choć na zdjęciu Wasze uśmiechnięte buzie.
OdpowiedzUsuńMagda, Nova jakoś mi się dziwnie kojarzy z Twoim pomysłem na narzutę ;)
Fajnie, że miałyście takie udane spotkanie. A Nova - rewelacyjny wzór. Nie mogę się doczekać efektu końcowego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Po pierwsze, mój czas też leci jak nakręcony i nawet nie mam kiedy nadziac monokanwy na ramkę :-((((
OdpowiedzUsuńPo drugie, fajnie miałyście spotkanie, troszkę zazdroszczę ;-)
Po trzecie, czekam na relacje z powstawania Novej - ponad 100 nitek, to dopiero wyzwanie.
Po czwarte, życzę udanego weekendu ;-)
oj, kochana, jak ja Ci zazdroszczę takich wspólnych robótkowych weekendów...
OdpowiedzUsuńa czas... no leci jak wariat, włsanie zawiozłąm dzieci do babci, a to oznacza tylko jedno; mój urlop się kończy a za dwa tyg koniec wakacji, kiedy to zleciało nie ma pojęcia... oby do następnych wakacji:-)
Jakie super spotkanie miałyście :-)
OdpowiedzUsuńWidzę, że jak się za coś bierzesz to musi to być duże... 100 kolorów muliny... 1200 sześciokątów... zastanawiam się co jeszcze pokażesz :-)
Kasia coś w tym jest z tą wielkością :) nie wiem dlaczego właśnie takie projekty mi się podobają :) całe życie wrzucana byłam na głęboką wodę więc może mi w krew weszło :)
OdpowiedzUsuńzakręcona szczęściara. ot i co!
OdpowiedzUsuńMadziula! Takie spotkanie działa jak zastrzyk energii!
OdpowiedzUsuńA pomysły masz faktycznie jakieś ogromne! :)))Strasznie mnie "kręci" ta Nova... tylko ja nie w temacie zdaje się bo nie bardzo wiem co to... [ten zawstydzony] Przybliż trochę Madziula... co?
Przybliżę pewnie w następnym poście :) A jak będzie spotkanie jesienne szyciowe to i pokażę :)
OdpowiedzUsuńMagda, ale masz tempo - chyba nie do końca wierzyłam że faktycznie zaczniesz :) A ja ani mono, ani wszystkich nitek ani schematu - znowu będę was gonić :)
OdpowiedzUsuńSpotkanie było rewelacyjne - wszystkim polecam bo spotkania z innymi robótkującymi zawsze ładują akumulatory pozytywnie :)
Madziula, ja też tak gadam i cichaczem zaczynam nowe rzeczy. Nie ma co, człowiek by oszalał przy jednej robótce.
OdpowiedzUsuńBardzo spodobał mi się ten projekt do wyszywania! Zakochałam się. Jakbyś towarzyszki do wyszywania wspólnego szukała to jestem chętna!
Szmatki cudne ja też tak wyszukuję, ale mam w tej chwili zbiory na 100 lat. Wywaliłam częśc ciuchów, aby schować patchworkowe skarby. To uzależnia bardzo.
Spotkanie było magiczne, dolby surround piorunowe i zaraz słońce jak na Saharze...
OdpowiedzUsuńA maczek powstał z dedykacją dla Ciebie Madziul :)
I Ty się nie zarzekaj, że już więcej szmatek nie kupisz, bo to działa odwrotnie i będziesz musiała duużą szafę na nie kupić ;) Jak nie kupisz, to Ci inni przyniosą, hihi :)
A za Novą trzymam kciuki! Za Ciebie i dziewczyny, bo to naprawdę duży projekt.
ech jak wam zazdroszcze babeczki takiego spotkania tez bym tak chciala :( wy wszystkie takie zadowolone, a co to za wzor bo patrze,parze i dopatrzyc sie nie moge ;)
OdpowiedzUsuńja tez kocham maki i nawet kupilam sobie nasionka w tym roku, posieje je sobie w ogrodzie miedzy szczelinami chodnika
OdpowiedzUsuńJak ja Wam zazdroszczę takich spotkań!! Co do obietnic, mam dokładnie tak samo:) staram się ich nie robić, no bo jak potem się oprzeć kolejnym zakupom?! A Novą pokazuj jak najszybciej!
OdpowiedzUsuńCzas oszalał po prostu...
OdpowiedzUsuńA Ty weź kobieto trochę zwolnij, bo nie nadążam za Tobą! Mniej wzgląd na starsza panią i jej zadyszkę ;-D
Ata weź mi nie wypalaj z tą starszą panią bo jeszcze na dzień babci będę Ci życzenia składać hihi. Więcej wiary w siebie i w swoje możliwości nadążania hihi. buziaki
OdpowiedzUsuńŻyczeń nigdy za wiele ;-)
OdpowiedzUsuńWięc i za te na dzień babci się nie obrażę :-D
niemożliwie i strasznie Ci współczuję z tym 2 dniem września, cieszę się wespół-zespół, że obywa się bez wychowawstwa, zawsze to jakaś pociecha w tym szkolniowym kieracie. Mam nadzieję, że przynajmniej dyrektorstwo posiadacie człowieczo-ludzkie i z szeroko pojętą wyobraźnią! Niebiosom dziękuję, że mnie to już omija! Sic!
OdpowiedzUsuńJak po wizycie doktorskiej? Przeżywam jak moją...