Wspominałam w urodzinowym poście o jeszcze jednej niespodziance, która wywołała łzy radości. A mianowicie koleżanka, rewelacyjny muzyk, napisała mi piosenkę (słowa i muzykę) i nagrała wokal zwrotek, natomiast paczka znajomych zaśpiewała w refrenach. W dodatku prezentacja piosenki była jednym wielkim wkrętem – kiedy jechałam z mężem i szwagierką nad jezioro, Beata przestawiała kanały i nagle usłyszałam jedną z ulubionych piosenek, po piosence był radiowy dzingiel, potem prezenter zaczął coś smucić … choć kiedy zaczęłam go słuchać okazało się że mówi do mnie i zapowiada piosenkę dla mnie : ). Posłuchajcie mojej własnej osobistej cudownej piosenki.
Dalej próbuję różnych bloczków, choć wiatraki na razie najbardziej mnie przekonują. Dokonałam nawet już wstępnych obliczeń i wyszło mi, że gdybym się zdecydowała na ten wzór musiałabym wyciąć i zszyć ok. 1520 kawałków. Obawiam się, że może mi nie starczyć tego co mam, więc muszę połazić po ciuchlandach i poszukać rzeczy które by się nadawały (choć ja nie mam szczęścia do tego typu poszukiwań). Mam jeszcze kilka innych bloczków do wypróbowania, ale myślę, że to już tylko dla mojej wprawy szycia będzie niż do zmiany decyzji. Chociaż boję się tych Moch wiatraczków, ponieważ łatwo omcknąć się o kilka milimetrów i wtedy nie schodzą się wzory. Mogłabym pójść na łatwiznę bo mam kilka prostych i efektownych pomysłów na narzutę, ale kurde jakoś bardziej ciągnie mnie do tych bardziej skomplikowanych : (. Nic pomyślę jeszcze o tym.
W ramach prób uszyłam dwa bloczki. Ten trójkątny efektowny niesamowicie, jednak na poziomie moich umiejętności, jeszcze nie czas na niego – bo jak widać nie schodzą się kwadraty ze sobą.

Drugi natomiast jest o tyle fajny, że można go robić w różnych wariantach. Ja zrobiłam w najprostszym, kiedy paski nie muszą być takie same, ani pod względem materiału ani pod względem szerokości. Do tego wzoru można używać ścinków materiałów, ponieważ elementy kwadratowe bloku szyje się metodą zbliżoną do PP.
W międzyczasie oglądając zaległe filmy, seriale czy programy wyszywam moje pierwsze w życiu biscornu. Zaraziłam się tymi maluchami od Pieguchy, natomiast wzoru w ilościach wręcz hurtowych wynajduję sobie tutaj. Przy wyszywaniu realizuję tak zwaną pracę nad sobą, ponieważ wykorzystuję ostatnio zakupione ręcznie malowane mulinki, a praca nad sobą polega na nieskąpieniu takich cudeniek. Także zamiast gromadzić je w pudełkach postanowiłam wykorzystywać – to chyba pozytywne jest co??
