Bo jak niektóre źródła naukowe donoszą dwie osoby to już grupa :).
Mam taką jedną miłą koleżankę, która tworzy cudowne rzeczy. A że należy Ją stanowczo zaliczyć do grupy adehadowców robótkowych, to i dostarcza od czasu do czasu nowych wrażeń wizualnych. Mowa tu o Jolince, która ostatnio zafascynowana światem koralików uczy się nowych technik. A poproszona jednej z nich nauczyła i mnie, bo ja jestem oporna na kursy internetowe – znaczy wyobraźnia przestrzenna zawodzi momentami – a zawsze lepiej, szybciej no i o ile przyjemniej jest uczyć się od kogoś. Tak więc powstało coś co jest rekwizytem naukowym, a przede wszystkim wprawką obszywania kaboszona koralikami.
Jolu jeszcze raz dziękuję!
Nadal w nastroju koralikowo – biżuteryjnym odbyło się inne spotkanie na szczycie … stołu kuchennego, przywleczonego do dużego pokoju żeby wygodniej było działać. Postanowiłyśmy z Nailą posutaszować wspólnie. Jola już wprawiona, ja jeszcze niekoniecznie, ponieważ po odbytym kilka tygodni temu kursie nie miałam za bardzo czasu i chęci na szycie biżu, a poza tym jakoś sutasz kojarzy mi się z dobrym towarzystwem, tak więc samej nie szło. Jola przybyła ze sporym asortymentem swoich koralikowych skarbów, ja wyciągnęłam co miałam i zaczęłyśmy działać.


Ja wymyśliłam sobie szalone połączenie pomarańczu z fuksją, Jola pozostała przy swoich oswojonych tonacjach :). Wstępnie chciałam duży szklany koral ubrać, nowo poznaną metodą, w koralikową koronę – ale jak widać koraliki były za duże, koral w środku za bardzo wypukły – jednym słowem jakoś nie pasowało.


Reasumując, życzyłabym sobie częstszych możliwości spotykania się na wspólnym robótkowaniu ehhhh rozmarzyłam się … ale kto powiedział, że nie można marzyć prawda??
M.
marzyć można, a spotykać się trzeba! Szczęściara jesteś, że masz możliwość. Nie tam jakieś bycie na odludziu...
OdpowiedzUsuńTo coś co pokazujesz piękne jest i prawdę powiedziawszy niepojęte. Muszę na żywe oko zobaczyć i macnąć, by zrozumieć...
Kurcze, trochę mi żal, że nie przyszłam na to sutaszowanie, ale oddawałam się innym rozkosznym zajęciom. To chyba nawet lepiej, bo w grupie to ja tylko gadam zamiast robić ;)
OdpowiedzUsuńLekcje u samej Jolinki to jest coś, a potem praca w towarzystwie Naili... nic dziwnego, że tak pięknie Ci wyszło obszywanie kaboszona i zaczątek wisiora.
Ależ ślicznie wymyśliłaś ten wisior. Ciekawam końca:oP
OdpowiedzUsuńJa bym chyba nie dała rady pracować robótkowo w grupie podobnie jak Krzysia- więcej bym gadała niż pracowała hihihihi.
Te koralowce na ostatnim zdjęciu są super. Bardzo podobają mi się kształty i zestawienia kolorów. Z resztą Ty masz (niezaprzeczalnie) do tego oko!
OdpowiedzUsuńNo i fajnie Ci, że chcesz, i że możesz sobie tak wspólnie porobótkować.
O tak, w pełni się zgadzam, wspólne robótkowanie ma same zalety, i fakt, że jest to najbardziej ergonomiczny sposób wykorzystania czasu - można jeść, pogadać, nauczyć się czegoś nowego, zmotywować do dalszej pracy, podnieść sobie ego pochwałami i nawet czasem wrócić z jakąś pracą prawie gotową, a wszystko w jeden wieczór/popołudnie! Rozprzestrzenia się na blogspocie zaraza sutaszowa, my też w sobotę się tego uczyłyśmy :) I piekny ten pomarańczowy koralik!
OdpowiedzUsuńPrace fajne, ale i tak najbardziej zazdroszczę wspólnego robótkowania! :)
OdpowiedzUsuńAle macie fajnie! Już sobie wyobrażam ten wspólny czas cudnych pogaduszek, podgryzania, robótkowania, doradzania, poprawiania i nawet prucie wtedy mniej boli!
OdpowiedzUsuńStęskniłam się za Wami Laski....
Uwielbiam takie spotkania i tak byłam nim zaaferowana, że sama nic nie zrobiłam... za to nagadałam się na zapas;)))Magda to bardzo pojętna uczennica, chociaż ja nie pretenduję do roli nauczyciela, raczej trochę bardziej zorientowanej koleżanki:))))
OdpowiedzUsuńMadziu, ależ rewelacyjnie wychodzi... Qrcze musze chyba zacząć zamykać oczy gdy widzę twory sutaszowe... w koncu postanowiłam, że NIE jest to technika dla mnie...
OdpowiedzUsuńMadziu, czy jest coś, czego nie potrafisz zrobić? Bo nam się wydaje, że nie:))) Podziwiamy za te wszystkie zdolności!
OdpowiedzUsuńnie potrafię całej masy rzeczy, a to czego próbuję też jest bardzo dalekie od ideału ... ale samo próbowanie jest fajne :)
OdpowiedzUsuńna pewno tu wczoraj byłam i na pewno komentarz pisałam - czary jakieś czy cuś??? ;)
OdpowiedzUsuńchciałam powiedzieć że ja uwielbiam takie robótkowe nasiadówy i wymianę doświadczeń i umiejętności - ja wzrokowiec jestem i tak najlepiej się uczę. A gadać i robić co prawda jest ciężko ale można się postarać.
Magda, Twój wisior będzie piękny - co ja gadam, już jest piękny! Jak byś nie wiedziała co z nim zrobić, to ja się chętnie zaopiekuję:)
Takie spotkania to jest TO:)))
OdpowiedzUsuńPiękny będzie ten sutasz!
Co za cudeńka!!
OdpowiedzUsuńMadziula, czego Ty jeszcze się nauczysz!?
OdpowiedzUsuńMadziulku, spotkanie było super! Tu nie marzyć trzeba, a częściej uskuteczniać :) Bo w dobrym towarzystwie radość z wykonanej rzeczy podwójna!
OdpowiedzUsuńMagiczna Fabryko, Madziulek umie wszystko.
Nie no ja nie umiem wszystkiego - już o tym pisałam ... ja mam po prostu adhd robótkowe i mam potrzebę próbowania - choć wielkie miłości są raczej stałe.
OdpowiedzUsuńBardzo lubie Twojego bloga i zagladam na niego regolarnie, pomimo ze teo nie moja branza;)! A wiec pisz czesto i gesto, zeby bylo zawsze co czytac!!
OdpowiedzUsuńBeata
Madzik - szalejesz z tymi technikami! Pogubić się można w rozmaitościach!
OdpowiedzUsuń